Koroner, czyli ...trochę Ameryki

Dodano: 2008-03-05

Podobno tylko kłamstwo musi brzmieć prawdopodobnie. Prawda nie jest aż tak wymagająca. Ten nieco dziwny wstęp do prezentacji systemu organizacji biur koronera w Stanach Zjednoczonych wynika z faktu, który dla Europejczyka może wydawać się zdecydowanie nieprawdopodobny: koroner - urzędnik, którego obowiązkiem jest stwierdzanie zgonu, ustalanie jego przyczyny i zarządzanie sekcji zwłok nie musi być lekarzem, nie musi przechodzić żadnego specjalistycznego przeszkolenia, nie musi przed podjęciem decyzji konsultować się z lekarzem. Ba, nawet nie musi zgodzić się z opinią medyka wydaną na podstawie sekcji zwłok.

Mark Pearl, autor znanej powieści nie bez racji pisał więc o koronerze Bostonu z połowy XIX w., że "Był politycznym figurantem, funkcję koronera objął z nadania. Stanowisko to nie wymagało zresztą szczególnych kompetencji medycznych czy naukowych, a jedynie tolerowania widoku martwych ciał.'' [por. M. Pearl, Klub Dantego, Wyd. Literackie, K-w 2005 s. 23]

Koronerem może natomiast szeryf, który jednocześnie prowadzi dochodzenie i kieruje więzieniem. Koronerem bardzo często jest przedsiębiorca pogrzebowy. Dodajmy jeszcze, że koronerem zostaje się w wyniku demokratycznie przeprowadzonych wyborów, a nie np. konkursu czy innego trybu charakterystycznego dla doboru profesjonalisty. 

Ktoś powiedział, że Amerykanie są praktyczni i konserwatywni. I to jest chyba jedyna przyczyna utrzymywania w niektórych stanach taniej instytucji koronera w formie w zasadzie niezmienionej od czasów średniowiecznych. Urząd koronera ma swój początek w średniowiecznej Anglii, a pierwsze dokumenty świadczące o jego istnieniu datowane są na końcowe lata XII wieku. We współczesnej Wielkiej Brytanii także istnieje urząd koronera. Tutaj wszakże obowiązuje już zasada, że koroner musi być albo lekarzem albo prawnikiem. 

Jednak teza, że całe Stany Zjednoczone utrzymały biura koronera po dziś dzień też byłaby fałszywa. W USA współcześnie obowiązują dwa systemy urzędów zajmujących się badaniem przypadków podejrzanych zgonów. W 16 stanach działają zarówno koronerzy, jak i gabinety medyków sądowych, w dalszych 22 - wyłącznie gabinety medyków sądowych, a w pozostałych 12 - tylko biura koronera. [patrz: V.J DiMaio i D. DiMaio, Medycyna sądowa, Red. polska B. Świątek i Z. Przybylski, Wyd. Med. Urban i Partner, Wrocław 2003 s. 9]. 

Obserwacja ostatnich kilkudziesięciu lat wskazuje na wyraźnie wypieranie nieprofesjonalnych koronerów przez przygotowanych teoretycznie i praktycznie do stwierdzania zgonów, ustalania ich przyczyny i okoliczności medyków sądowych. Tendencja ta dziwić nie powinna. Wszak jeszcze w latach 50-tych XX wieku badania wykazywały, że skala błędnych diagnoz o przyczynie śmierci ustalona na kolejno dobranych do badań przypadkach sięgała niemal ...100%. 

Także obecnie przeważa opinia, że system koronera w żadnym momencie nie gwarantuje koniecznej jakości orzeczeń sądowo-lekarskich, jeżeli za dokonanie sekcji nie odpowiada lekarz specjalista medycyny sądowej. 

Skrótowe uwagi na temat jakości funkcjonującego w Stanach Zjednoczonych systemów postępowania z osobami zmarłymi, w tym zwłaszcza ustalania przyczyn ich śmierci warto być może podsumować cytatem z przytoczonej wcześniej pracy V.J DiMaio i D. DiMaio - znanych w tym kraju medyków sądowych: " ...w różnych regionach USA w więzieniach pozostają ludzie, którzy w istocie nie są zabójcami, a po ulicach przechadzają się prawdziwi mordercy...". Od siebie dodam tylko, że opinia ta ukształtowana została w głównej mierze na bazie doświadczeń z pracą koronerów oraz do pewnego stopnia ocenie pracy lekarzy nie będących specjalistami z zakresu medycyny sądowej. 

Znamienne, że od pewnego czasu w Polsce wypowiadane są opinie o potrzebie powołania urzędu koronera. Miąłby on zastępować w szczególności lekarzy pogotowia ratunkowego w stwierdzaniu zgonu, ustalaniu jego przyczyny i sporządzeniu karty zgonu. Jak na razie są to inicjatywy lokalne, których adresatem jest np. prezydent miasta, a autorami - wierni widzowie amerykańskich kryminałów. 

Podzielając opinie o niedoskonałości aktualnych regulacji prawnych, a także ułomnościach praktyki, nie można nie przestrzec przed zamysłami skorzystania z drogi na skróty. Prawdziwym polskim "koronerem" mógłby zostać wyłącznie medyk sądowy, a więc lekarz o wyjątkowo rzadkiej, dzisiaj deficytowej specjalności. Inaczej czeka na głęboki regres i ... "ameryka".

Jan WOJTASIK

Ostatnia aktualizacja:

2012-06-12